opowiadanie „sekta hip-hop”

Kolejne opowiadanie. Tym razem w bliskiej przyszłości. Bardzo możliwe, że powstanie z tego książka. Mam nadzieję, że Ci się spodoba, to co napisałem. To od was będzie zależeć w jakim kierunku pójdę. Widzę sporo możliwości. Warto komentować! Weź udział w powstawaniu dzieła sztuki…

 

Rok dwa tysiące trzydziesty. Miasto Chełm. Siedziba sekty „gwiazdy”.

Przywódca sekty: Źle się dzieje. Myślałem, że uda nam się zgromadzić więcej ludzi. Dlaczego przysłaliście do mnie tylko piętnaście osób?

Marek: To nie jest takie proste. Oni słuchają ostrzeżeń z radia i gazet. Jesteśmy ścigani. Nie chcą problemów. Musimy postawić na margines społeczny. Tylko w ten sposób możemy dalej funkcjonować. Zagonili nas w ślepą uliczkę.

Przywódca sekty: Na pewno jest jakiś sposób. Od czego jesteście wy? Zajmijcie się tym. Znajdźcie kolejnych fanatyków. Są nam potrzebni. Dobrze wiecie, że oni generują nasze zyski. To jest wojna. Wygrywa najsprytniejszy. Ja nie będę patrzeć jak dzielą tort na moich oczach.

Marek: Czy jesteś pewny, że idziemy w dobrym kierunku?

Przywódca sekty: Jaki kierunek masz na myśli? Ja chce zawładnąć całym Chełmem. Marzyłem o tym od dziecka. Teraz przychodzi czas tryumfu. Powoli widać jak powstaje nowe imperium. To coś więcej, niż polityka. My połykamy całe osiedla. Są naszymi sługami. Wykonują polecenia. Dobrze się bawią. Dajmy więc im zabawę i możliwości.

Marek: Nigdy nie byłeś taki ostry. Czy na pewno wiesz co robisz?

Przywódca sekty: To ja tutaj zadaje pytania. Wy będziecie odpowiadać. Czy dobrze robię? Robię najlepiej jak potrafię.

Michał: Słyszałem, że niektórzy się buntują. Nie szanują decyzji rady. Chcą przejąć dowodzenie.

Przywódca sekty: Nigdy do tego nie dopuszczę. Żyję i to ja będę tutaj decydować o kolejnych krokach.

Marek: Bardzo chcemy, aby tak było. Po prostu robi nam się niedobrze od patrzenia na tych wszystkich cwaniaków, którzy marzą o przejęciu naszej sekty. „Gwiazdy” będą zawsze na czasie. Nasza fala zaleje cały kraj!

Przywódca sekty: To właśnie chciałem usłyszeć. Ucz się od niego Michał. Więcej zaufania. Jestem odpowiedzialnym człowiekiem. Wiem co wam obiecałem i dotrzymam słowa. Teraz ruszajcie do swoich zadań. Każdy wie co ma robić? Ja muszę wyjść do ludzi. Mamy kolejną sesję.

 

Przywódca sekty – trzydziestoletni raper o pseudonimie „długi wąż” ruszył w stronę sceny. Była dobrze oświetlona. Robiło się późno. Plan był taki, aby zgromadzić jak najwięcej fanów i ich później zamienić na fanatyków gotowych na śmierć w imię idei. „Długi wąż” nazywał się Marian i był gotowy na ostateczne rozwiązanie. Jego wielki plan właśnie się realizował. Gromadził coraz więcej widowni. Chciał zawładnąć miastem. To była jego obsesja. Pojawił się na scenie tańcząc i śpiewając swoje najnowsze kawałki. Tłum szalał. Marian miał kilku ochroniarzy. Wielu życzyło mu śmierci. Wiedzieli czego chce i nie mogli się na to zgodzić. Byli to lokalni gangsterzy.

Marian: Bardzo się cieszę, że was wszystkich tutaj widzę. Dam wam koncert o jakim nie śniliście!

Tłum wiwatował. Widowisko było fantastyczne. Dopracowano je pod każdym szczegółem. Marian śpiewał swoje propagandowe piosenki o życiu. Widać było, że osiąga swój cel. Do momentu kiedy zobaczył, że jeden z widzów wyciąga broń. Rzucił się na ziemię i przekoziołkował w stronę zaplecza. Na scenę wkroczyli ochroniarze i nawiązała się strzelanina. Ludzie deptali po sobie, próbując uciec z miejsca zdarzenia. Marian był wściekły. Czegoś podobnego nie widział od dawna. Wiedział, że gangsterzy walczą o teren, ale nie spodziewał się, że zaryzykują i przyjdą na jego koncert. Oczywiście nie znał ich osobiście, ale słyszał od ludzi, że robi się gorąco. Nie brał tego na poważnie. Myślał, że chcą zniszczyć jego marzenia. Sytuacja była jednak napięta i czuć było strach jego przyjaciół.

Marian: Nie wiem jak to się stało. Oni na mnie polują. Musimy zmienić strategię.

Marek: Wiedziałem, że coś pójdzie nie tak. Ciekawe czy zabili tego gangstera.

Nagle do zaplecza wkroczyli ochroniarze. Jeden z nich miał problem z nogą. Został postrzelony. Po podłodze lała się krew.

Marian: Zadzwońcie po pogotowie. Niech go naprawią.

Ranny ochroniarz: Już tutaj idą. Zastrzeliłem drania.

Lekarz: Musimy Ciebie zabrać na operację. Noga krwawi, założymy chwilowy opatrunek. Wszystko będzie dobrze. Policja już tutaj jedzie. Zajmą się tą sprawą.

Marian: Dziękujemy za pomoc. Wiedział, że kiedyś do tego dojdzie. To była kwestia czasu. Przykro mi, że zostałeś ranny. Dobry z ciebie człowiek.

Ochroniarz został zabrany z medykami. Pojawiło się paru policjantów. Zaczęli zadawać pytania.

Policjant: Czy to jakieś porachunki mafijne? Znacie tego człowieka?

Policjant pokazał wszystkim zdjęcia z telefonu.

Michał: Nigdy go nie widziałem.

Marek: Ja również. To pierwszy przypadek tego typu. Na pewno chodzi im o działanie na ich terenie. Może pojawić się ich więcej. Nie byli zorganizowani. Przynajmniej tak to wygląda.

 

Dwa dni później. Marek planował nowe koncerty. Chciał pokazać się w każdym klubie, w mieście. Miał plan, aby zawładnąć sercami widowni. Planował również uderzyć na Lublin. Widział siebie jako główną gwiazdę Lubelskiego. Rozmawiał z Michałem i Markiem – najlepszymi ludźmi jakich znał.

Przywódca sekty: Trzeba zwiększyć liczbę ochroniarzy. Kiedy pójdziemy do większych miast, może być różnie.

Michał: Musisz mieć broń ze sobą.

Przywódca sekty: No nie wiem. To może przeszkadzać w przedstawieniu.

Marek: Michał dobrze mówi. Ataku można się spodziewać z każdej strony. Masz pozwolenie na broń. Po prostu zabieraj ją z domu na koncerty. To może ocalić twoje życie.

 

Minęły dwa tygodnie. Sprawy sekty układały się po staremu. Nie było żadnej odpowiedzi od gangów. To chyba jakiś wyjątkowy szaleniec zdecydował się na atak. Nikt normalny nie robi czegoś takiego. Gangi nie reagują, bo wiedzą, że może być gorąco. Sekta była gotowa do wojny. Jednak nikt nie pokazywał się na powierzchni. Słychać było tylko jakieś szepty.

„Długi wąż”: To na pewno opłacony człowiek. Dostał zlecenie i liczył na kolejne. Ktoś nas bardzo nie lubi. Stawiam na naszą konkurencję.

Michał: Lepiej skupmy się na koncertach i spotkaniach z fanami. Musimy zdobyć przewagę. Depczą nam po piętach. To nie to samo co kiedyś. Teraz jest duża konkurencja i gotowi są na wszystko. Jak widać nawet na tak odważne kroki.

Przywódca zorganizował bitwę raperów. Na spotkanie miało przyjść kilku jego starych znajomych. Nie podejrzewał ich o oszustwo. Pojawiło się sporo widowni.

Przywódca sekty: „Chudy” zmierzy się z moim najlepszym człowiekiem – Michałem „boskim”. Tłum nie ukrywał emocji. Było bardzo gorąco.

Kiedy doszło do bitwy na rymy, każdy wiedział kto wygra. Wiadomo było już na starcie, że „chudy” sobie nie radzi. Michał zdobył scenę swoją charyzmą i techniką. Przywódca był zadowolony. Kolejny raz pokazali, że są górą. Na bitwy przyszło sporo przeciętnych raperów. Grupa obserwowała ich z daleka. Chcieli wiedzieć kto jest nowy i jaki styl obowiązuje. Trzymali się swoich fanów. Nie mieli zamiaru ich zawieść.

 

Mijały kolejne tygodnie. Gwiazdy były na topie. Kolejne wydarzenia pokazywały ludziom kto jest najważniejszy. Tych trzech ludzi rapowało najlepiej w okolicy. Konkurencja była daleko z tyłu. To mogło doprowadzić do otwartej nienawiści. Przegrywający raperzy czuli złość. Nie potrafili zaakceptować reguł konkursów. Myśleli o zemście. „Długi wąż” wiedział o tym co ich czeka. Dlatego szykował się na sprawdzian. Poznawał nowych ludzi i zacieśniał przyjaźnie. Chciał mieć osoby, na które można liczyć. „Boski” i Marek byli bardzo dobrze wyszkoleni. Ćwiczyli wiele godzin dziennie. Jeśli chodzi o przywódcę zespołu – był więcej, niż boski. Panowie znali się wiele lat. Wspólnie trenowali swoje umiejętności. Wiedzieli, że mogą na sobie polegać. Uważnie śledzili trendy. Następną wielką sprawą miała być kolejna rekrutacja do sekty. Tworzyli ją najwierniejsi fani. Obowiązywała tam określona kultura. Wszyscy uczyli się na temat swoich idoli. Szerzyli kulturę hip-hop w swoich miastach. Przyjeżdżali nawet z Warszawy, aby zobaczyć „długiego węża”. Wszystko układało się bardzo dobrze. Przywódca delikatnie kierował swoich fanów w kierunku przez siebie wybranym. Nie chciał być nachalny. Sektę tworzyli chętni, a nie zmuszani ludzie. Jego celem był większy szacunek do raperów. Chciał wejść w główny strumień muzyki. Wierzył, że jest w stanie zmienić reguły gry. Tylko on był na tyle szalony, aby w to wierzyć. Ludzie będą słuchać piosenek o narkotykach, gangach i przemocy. To kiedyś nie mieściło się w głowie, ale teraz było rzeczywistością. Powoli następowała przemiana. Wszystko poprzez pranie mózgów w sekcie. Liczba fanów rosła. Rekrutacja również. Zarażali siebie nawzajem nowymi pomysłami. Nad wszystkim czuwał kierownik imprezy.

 

Przywódca marzył o wielkim imperium. Chciał zarabiać dużo więcej, niż teraz. Miał zamiar wydawać płyty największych. Zamierzał współpracować z wielkimi raperami. Wprowadzał drobne zmiany każdego dnia. To wszystko miało prowadzić do osiągnięcia sukcesu. W jego studiu pojawiali się nowicjusze, w których widział potencjał. Nagrywali odważne kawałki. Tylko takie interesowały „węża”. Studio było tylko jednym z elementów jego strategii marketingowej. Promował się na wydarzeniach sportowych. Założył własną markę ubrań. Wspierał organizacje charytatywne. Wpłacał pieniądze na kościół. Pojawiał się wszędzie tam gdzie czuć było pieniądze. Jego imperium rosło w siłę. Wprowadzał coraz większe kryteria wejścia i nowe metody prania mózgów swoich fanów, aby stać się żyjącą legendą. W końcu musiał się nią stać. Nie było innej możliwości. Wszystko osiągnął ciężką pracą i poprzez odrobinę szczęścia. Zaprosił swoich ludzi na rozmowę w kawiarni.

„Wąż”: Chcę porozmawiać na temat naszych fanów. Czy powinniśmy skupić na nich większą uwagę?

„Boski”: Myślę, że tak. Lepiej trzymać rękę na pulsie.

Marek: Osiągnęliśmy bardzo dużo. Nie wiem, czy jest sens bardziej się rozrastać. W końcu mamy wszystko czego nam trzeba do szczęścia.

„Wąż”: Nigdy nie wiadomo kiedy będzie koniec. Nie możemy odpuszczać. Zapamiętaj to. Nigdy! Fani potrafią zdradzać dla nowych idoli. Konkurencja nie śpi. Nasze możliwości rosną i niech tak będzie zawsze.

Marek: Czy to nie jest przesada? Zaczynamy zachowywać się jak wariaci. Wszędzie szukamy wrogów.

„Wąż”: Czy ta ostatnia strzelanina niczego cię nie nauczyła? Chcesz ufać ludziom? Oni potrafią być niebezpieczni. Ja chcę mieć masę pieniędzy i święty spokój. To osiągniemy tylko poprzez ciężką pracę, determinację i kolejne skuteczne projekty.

„Boski”: Masz rację, jak zawsze. Moja propozycja jest następująca – zatrudnijmy więcej ludzi do kontrolowania umysłów. Stwórzmy nową markę. Sprawimy, że wszyscy będą szczęśliwi. Nasza muzyka podbije cały świat. Brakuje nam trochę odwagi, ale myślę, że jesteśmy w stanie to osiągnąć. Nasze sukcesy to nie przypadek.

Marek: Może macie rację. Lepiej dmuchać na zimne. W końcu istnieje tyle losowych czynników, że strach się bać. Musimy odkładać na później. Nie możemy pozwolić, aby nowe twarze nam zagrażały. Może powinniśmy ich zastraszyć?

„Wąż”: Chcesz zastraszyć mnóstwo ludzi. To raczej nie jest dobry pomysł. W sumie moglibyśmy to zrobić potajemnie, ale kiedyś mogą nas wykryć. Wtedy stracimy ciężko zdobywaną reputację. Prowadzimy groźne interesy. Nie utrudniajmy sobie jeszcze bardziej. Ryzyko zawsze istnieje. Jeśli napiszą o nas w gazetach i pokażą w telewizji na temat naszych czarnych interesów – będziemy skończeni. Uważajmy lepiej na nasze kolejne kroki. Moja propozycja jest taka – utrzymajmy się na tym samym poziomie i będzie dobrze.

„Boski”: No chyba, że jakimś cudem nasza muzyka zyska dużo więcej, niż zazwyczaj. Może gusta publiczności się zmienią z czasem? To wszystko zależy od polityki naszych cwanych przywódców.

Marek: Tutaj masz rację. Skupmy się na tym co możemy zmienić. Nie radzę przekupywać liderów. To szybko zostanie odkryte. Politycy nie interesują się muzyką. Przynajmniej nie w takim stopniu jak sobie życzymy.

Panowie siedzieli parę godzin i dyskutowali o swoich marzeniach oraz obawach. Chcieli dojść do nowych wniosków, ale wszystko się zapętlało. Chyba trafili do momentu, w którym muszą zaakceptować rzeczywistość. Ich wielkie plany i nadzieje zostały zredukowane do minimum. Muszą liczyć na wyprane mózgi wielkich mas ludzi. Muzyka kolejny raz stała się symbolem wolności.

 

Dodaj komentarz