opowiadanie „(nie)sprawiedliwość”

Czterdziestoletni, dosyć chudy mężczyzna podszedł do stołu. Po drugiej stronie znajdował się jego klient.

Marek: W czym mogę pomóc?

Klient: Ile kosztuje ten rower?

Marek: Dwa tysiące złotych proszę pana.

Klient: Dlaczego tak drogo?

Marek: Osprzęt wysokiej klasy. Nikt takiego nie będzie miał!

Klient: To rower nie dla mnie.

Marek: Proszę iść do bankomatu. Znajduje się na północ stą.

Klient: Powiedziałem, że nie interesuje mnie ten rower.

Marek: Głupoty pan opowiada. To amerykański rower. Najwyższa jakość.

Klient odszedł bez słowa. Marek był wyraźnie zdenerwowany. Podszedł do swojego pracownika.

Marek: Nie wiem co sobie myślał tamten palant. Nie kupi takiego roweru taniej.

Pracownik: Po prostu nie zna się na rzeczy. To jakiś kretyn.

Niedziela była deszczowa. To bardzo przeszkadzało zespołowi w akcji. Klientów przyszło bardzo mało. Byli tylko oglądacze. Nie mieli gotówki.

Marek: Cholerna niedziela. Zawsze musi padać. Wieje, jakby ktoś się za jajca powiesił.

Pracownik: Co zrobisz. Taki mamy klimat.

Marek: Jak tak dalej pójdzie, zostaniemy bez kasy. Pójdziemy z torbami, rozumiesz?

Pracownik: Nie należy się tak przejmować. Przyjdzie lepsza niedziela. Zawsze tak jest.

Marek: Może masz rację. Nie lubię kiedy przychodzą głupi klienci. Podnoszą mi tylko ciśnienie. Po co oni to robią?

Drugi pracownik: Nudzą się w domu. Przychodzą zająć czymś czas. Popatrzą na ładne rzeczy, lepiej się poczują.

Targowisko tętniło życiem, pomimo słabej pogody. Pojawiali się różni ludzie. Niektórzy byli wyjątkowo bogaci, większość biedna. Handlarze zacierali ręce, liczyli na szybki zarobek. Nie zawsze tak było. Marek miał cierpliwość do pieniędzy. Zawsze w końcu do niego przychodziły. Lubił je wydawać.

Marek: Za ile sprzedałeś tego aniołka?

Drugi pracownik: Trzydzieści złotych.

Marek: Bardzo dobrze. Podałeś dobrą cenę. Co mówił klient?

Drugi pracownik: Mówił, że ładne i wziął.

Marek: Lepsze to, niż nic.

Marek podszedł do pierwszego pracownika.

Marek: Zapisujesz wszystko? Ile dzisiaj zarobiliśmy?

Pracownik: Jak na razie trzysta sześćdziesiąt pięć złotych.

Marek: Trochę mało, ale może jeszcze przyjdzie jakiś bogaty klient.

Wiało bardzo mocno. Niektóre przedmioty spadały na ziemię. Pobiło się jakieś naczynie kuchenne. Deszcz padał. Na szczęście towar był zadaszony. Nie wszystko gniło. Marek palił papierosy – jednego za drugim. Popijał półtorej-litrową Coca-Colą. Lubił przyjeżdżać na giełdy. To była jego jedyna rozrywka, nie licząc okazjonalnych filmów w telewizji i spotkań z kobietą. Pracował jeden dzień w tygodniu. Czasami jednak musiał zająć się domem – to zabierało sporo czasu. Jednak mieszkał w swoim własnym domu. Denerwowało go, że miejsce, które wybrał, jest tak daleko od głównej drogi. Mieszkał z synem. Minęło bardzo wiele lat od czasów rozwodu. Bardzo to przeżył. Teraz miał jednak inne zmartwienia. Kupował samochody, papierosy, Colę i dużo jeździł. Jego życie miało swój charakterystyczny rytm. Wstawał zawsze wcześnie. Kładł się późno spać. Liczył na duże pieniądze, ale ludzie określali za niego – ile zarobi. Zachowywali się bardzo dziwnie i w większości byli pomyleni. Dlatego życie Marka było w pewnym sensie tragiczne. Musiał przystosować się do kaprysów debili. Pracował z dwoma ludźmi. Bardzo dużo mu pomagali. Doceniał ich pracę. Nie był takim bydlęciem jak ludzie z giełdy. Potrafił się zachować. Zawsze był sprawiedliwy, chociaż czasami zatrzymywał wypłatę na jakiś czas. Wynikało to z braku pieniędzy. Dostawał pieniądze z innego kraju. Miał tam odpracowane sporo czasu. Dlatego miał pieniądze. Mógł liczyć na dobrą emeryturę. Giełda była jego pasją i hobby. Nawet kiedy przychodzili podli ludzie, cieszył się z małych rzeczy. Czasami zarobił dużo więcej. Po giełdzie zawsze jeździł ze swoimi ludźmi na jedzenie do knajpy. Serwowali tam bardzo smaczne dania. Teraz jednak znajdował się na giełdzie i nadzorował pracę swoich ludzi. Nie mógł pozwolić na błąd. Klienci czasami wykorzystywali niewiedzę sprzedających. Nie mieli serca. Żyli jak zwierzęta.

Marek: Co ten gość chciał?

Pracownik: Zdenerwował się ceną. Myślał, że chodzi o pięć złotych, a to było trzydzieści pięć.

Marek: Co za kreatura! Myślą, że jesteśmy jak Czerwony Krzyż. Tutaj nie ma nic za darmo! Niech sobie lepiej to zapamięta albo zapierdala do sklepu!

Marek kolejny raz przeżywał sytuację na froncie. Ludzie pochłaniali oczami towar, ale nie chcieli płacić. To dobijało Marka. Ale co mógł zrobić? Trzeba było się przystosować do warunków jakie generuje życie.

Pracownik: Czy oddamy ten odtwarzacz za dwieście złotych?

Marek: Jest warty czterysta. Nie ma mowy! Niech klient szuka dalej idioty. W tym miejscu go nie znajdzie!

Czas sunął się do przodu. W trakcie pracy mijał bardzo szybko. Na giełdzie było wiele do zrobienia. Każdy klient to osobna historia. Trzeba było wiedzieć jak się zachować. Znajomość cen to podstawa. Chyba, że chciało się pozbyć rzeczy na szybko. Klienci podawali bardzo niskie ceny i tylko czasami chcieli się targować. To było irytujące, ale takie jest życie, jak mawiał Marek. Niektórzy ludzie byli wyjątkowo mili i zawsze odwiedzali zespół. Kupowali często i rozmawiali bardzo elegancko. To byli ludzie Marka. Dla nich przyjeżdżał na giełdy. W tej chwili właśnie rozmawiał z jednym.

Marek: Mam problemy z działką. Sąsiedzi nie zgadzają się na moje warunki. Wszystko jest w dokumentach, ale do nich nie dociera. Chcą starych granic, ale to niemożliwe. Nie kupiłem tej działki, aby oddawać ją ludziom za darmo. Sprawa jest w sądzie.

Gość Marka: Jako prawnik powiem ci, że masz rację. Oni nie mają możliwości ci przeszkodzić. Za te wszystko nerwy zapłacą konkretnie.

Marek: Cieszę się, że mnie rozumiesz. Jestem biznesmenem i kupiłem całą działkę. Wszystko jest zapisane przez geodetę.

Pracownicy Marka również przeżywali całą sytuację. Widzieli na własne oczy jak sąsiad krzyczy i wyzywa Marka od najgorszych. To było bardzo przykre. Ale nic nie mogli zrobić. Wracając jednak do giełdy. Aktualnie Marek rozmawiał z drugim mężczyzną. Jego gość odszedł.

Marek: Czego pan szuka? Może pomogę?

Mężczyzna: Szukam opony rozmiar dwadzieścia sześć.

Marek: Mamy taką. Proszę zobaczyć tutaj.

Marek wskazał miejsce przy stole. Było tam sporo opon. W końcu mężczyzna kupił dwie. Marek poczuł satysfakcję. Lubił sprzedawać. miał do tego talent. To jego duże doświadczenie gwarantowało dobrą sprzedaż. Znał się na rzeczy. Potrafił wszystko wycenić. Jego ceny były zazwyczaj dosyć wysokie, ale targował się z klientami. Był lubiany na giełdzie. Pomijając niektórych psycholi. Jednak czas mijał. Giełda zbliżała się do końca. Pracownicy musieli odnieść wszystkie rzeczy na miejsce. Samochody czekały. Zapakowanie wszystkiego trwało jakieś półtorej godziny. Nie lubili tego robić, ale nie mieli wyboru. Kiedyś było to łatwiejsze, klienci wykupywali cały towar. Teraz targowali się o każdą złotówkę i większość towaru wracała na swoje miejsce. To było trochę kłopotliwe. Jednak zawsze zarabiało się jakieś pieniądze. Nie można było narzekać na brak klientów. Każda złotówka miała dla Marka znaczenie. Wydawał te pieniądze rozsądnie. Nauczony przez lata pracy. Właśnie spakowali ostatnie garnki i zaczęli zwijać plandeki ozdobne. Koniec giełdy! Weszli do samochodu i ruszyli w stronę ulubionego baru. Po drodze kupili napoje i coś słodkiego. Znajdowali się w knajpie. Zamówili swoje ulubione dania. Rozmawiali na temat życia. Niedziela mijała bardzo szybko. Godzina jazdy do domu i czas na sen – w końcu wstawali w środku nocy. To tyle na temat Marka i jego rzeczywistości.

Teraz czas przedstawić jego aktualną kobietę. Spotykał się z nią o ponad roku. Niestety ostatnio miała problemy ze zdrowiem. Była bardzo miłą kobietą. Marek liczył na wspólną przyszłość. Jednak rak potrafi być złośliwy. Trafiło na nią. To kolejny dramat Marka. Kiedyś rozwód, później nieszczęśliwa miłość, teraz choroba wybranki serca. Czy może być gorzej? Na szczęście jego kobieta miała sporo pieniędzy. Prowadziła dwie firmy. Były one dużym sukcesem. Życie jednak jest często podłe. Dostała nagrodę za swoją ciężką pracę – rak. Nie było jednak tak źle jak to wygląda. Agata miała swoich własnych naukowców, którzy pracowali nad lekiem na raka. Mijał czas i Agata traciła nadzieję. Jednak w końcu ogłosili sukces. Raka udało się pokonać! Teraz będą testować nowe metody leczenia na Agacie. Jest bardzo zdenerwowana, ale zdecydowana na leczenie. Kolejne miesiące to wiele stresu. Jednak również nadzieja na powrót do żywych. Lek zadziałał i Marek może cieszyć się z sukcesu. Będzie żyć długo i szczęśliwie ze swoją kobietą. Jaka była Agata? Zadbana i pewna siebie. Miała własny samochód. Prowadziła życie o jakim wielu może tylko pomarzyć. Była obecna w mediach. Pojawiała się dosyć często. Dbała o swój wizerunek. Otrzymała wiele gratulacji po pokonaniu raka. Osiągnęła coś co wydawało się nierealne. Teraz będzie cieszyć się życiem w bogactwie.

Jak widać życie bywa przewrotne. Nigdy nie wiadomo do czego może dojść. Ludzie decydują o naszym losie. Często przypadek decyduje o wszystkim. Musimy nauczyć się żyć ze sobą. Jest to często trudne. Taki jest wniosek z tego opowiadania.

Dodaj komentarz