opowiadanie „anore do kome”

Był rok 2035. Miasto Chełm. Mieszkanie Darka. Właśnie siedzi przy stoliku ze swoim przyjacielem z dawnych lat (Marianem). Rozmowa trwa już jakieś trzydzieści minut.

Darek: Więc mówisz, że zostawiła Ciebie? Powiedziała dlaczego?

Marian: Mówiła coś o różnicy charakterów. Byłem bardzo zestresowany kiedy zaczęła opowiadać o swoim nowym chłopaku.

Darek: Nie dziwię się. To musiało boleć. Trudno rozmawiać o takich sprawach. Masz odwagę.

Marian: Co mi z tej odwagi, kiedy świat mi się wali na głowę?

Siedzieli tak pijąc piwo kolejne trzydzieści minut. Nie doszli do żadnych konstruktywnych wniosków. Okazało się, że była dziewczyna Mariana jest po prostu puszczalską pizdą. Bo jak wyjaśnić tą sytuację? Jak mogła zostawić tak dobrego faceta? To się nie mieści w głowie.

Darek: Pewnie oszukuje każdego. Taki charakter. Nie wydaje mi się żebyś był winny. Znam Cię tyle lat i jak na razie jesteś spoko gościem. Zaczęła od Chełma, a teraz porusza się w Lublinie. Tutaj każdy już wie jaka jest naprawdę. Założę się, że tak właśnie jest.

Marian: Trudno powiedzieć. Na początku oskarżałem siebie i wpadałem w depresję. Teraz wydaje mi się, że to z nią jest problem. Ta sytuacja zmienia się co chwilę.

Siedzieli pijąc trzecie piwo. Robiło się wesoło. Zaczęli opowiadać żarty żeby ratować sytuację. Kiedy nagle usłyszeli głośny dźwięk. Jakby metaliczny.

Darek: Co tam się kurwa dzieje? Ktoś się zderzył samochodem? Muszę zobaczyć co to za hałas. Poczekaj tutaj.

Marian został na miejscu i delektował się kolejnym browarem.

Darek: Boże, tam coś jest. Jakiś duży obiekt. Wygląda jak statek. Musisz to zobaczyć.

Marian wyjrzał przez okno. Rzeczywiście coś tam było. Nigdy czegoś podobnego nie widzieli. To musiał być bardzo nowoczesny statek. Te, które znali wyglądały inaczej. Stali tak dłuższą chwilę.

Darek: Może zderzyli się w powietrzu? Wygląda jakby się rozpadł. Musimy sprawdzić, czy są jakieś ofiary. Zadzwoń po pogotowie.

Marian wybierał numer na swoim nowoczesnym smartfonie. Kiedy nagle statek zaczął się ruszać. Otworzyło się wejście. Ze środka zaczęli wychodzić ludzie.

Darek: Chyba nic się nie stało. Wyglądają na całych. Poczekajmy chwilę. Może przyjdą do nas.

Kiedy tak stali, zaczęli rozmyślać o tej dziwnej sytuacji.

Marian: To chyba nie są ludzie. Zobacz są bardzo niscy i mają inny kolor skóry. Co to kurwa jest?

Darek: Może powinniśmy sprawdzić. Pójdziemy do nich?

Marian odłożył telefon. To było zbyt futurystyczne żeby dzwonić po pogotowie. Coś wisiało w powietrzu. Wiedzieli, że są członkami dziwnej sytuacji. Byli podnieceni, ale jednocześnie trochę się bali. Kim byli nowi przybysze? Dlaczego wszyscy są niscy? Czy to jacyś cyrkowcy? Setki pytań kłębiło się w ich głowach. Przybysze byli coraz bliżej. Mogli zobaczyć jak wyglądają naprawdę. Mieli zielony kolor skóry, duże oczy i wielkie zęby. Zęby były dużo większe, niż te ludzkie. Jakby paszcza niedźwiedzia, czy innego dużego zwierzęcia. Darek zaczął się trząść.

Marian: Dlaczego się telepiesz? Boisz się? Ja tylko trochę. Widziałem już wiele w tym życiu. Może powinniśmy ich przywitać?

Darek: Lepiej wezwij policję. Na pewno są niebezpieczni. Zobacz jak wyglądają. Zbyt dużo różnic nas dzieli. To może być początek problemów. Lepiej uciekajmy stąd.

Marian: Bądź mężczyzną. Nie mamy wyjścia. Nie będę uciekać. Na pewno to jacyś przebierańcy. Robisz wielki problem z prostego zdarzenia. Może to jakieś przedstawienie? Pewnie to ktoś nagrywa. Może to jakiś film?

Darek: Wydaje mi się, że to coś złego. Czuję to. Te stwory to nie są ludzie. Zobacz jakie mają uszy i nosy. Wyglądają bardzo niezwykle.

Marian: Wiesz jakie możliwości ma nasza nowa technologia? Pokazują w filmach dużo lepsze stworzenia. Są jak prawdziwe. To pewnie jakiś film o kosmitach. Na pewno chcą wypromować nasze miasto. Kto by pomyślał, że będziemy świadkami takiego ważnego wydarzenia. Kręcą film. Ten statek wygląda jak sztuczny. Nie pasuje do niczego co znam.

Darek: Oni tu idą!

Marian: Skąd wiesz? Chyba ze sobą rozmawiają.

Darek: Powoli przemieszczają się w naszym kierunku. Jeden z nich macha ręką. Nie widziałem jeszcze takiego gestu. Nie wiem co to oznacza. Może to sygnał do ataku?

Marian: Nie byłbym taki pewny. Może to jakaś ważna scena. W filmach zawsze kosmici posługują się dziwnym językiem.

Darek: Są chyba pod naszymi drzwiami. Słyszę ich kroki.

Marian: Co ty powiesz? Może będziemy sławni? Nie wiedziałem, że zostanę gwiazdą filmową.

Jeden z przybyszów zacząć coś mówić. Brzmiało jak bełkot lub gaworzenie małego człowieka.

Kosmita: Anore do kome.

Darek: Co to ma niby znaczyć? To po włosku czy hiszpańsku?

Marian: Nie wiem. Nie znam żadnego z tych języków. Może zagadaj po angielsku. Ten film musi być bardzo oryginalny. Nie ma scenariusza albo chodzi im o zachowanie realnych zachowań człowieka.

Darek: Nie wpuszczę ich do domu. Jeszcze zrobią nam jakieś pranie mózgów albo zabiją. To na pewno kosmici o jakich czytałem w książkach. Zawsze mówili w niezrozumiałym języku.

Marian: Mówię Ci, że będziemy sławni. To musi być fajny film. Reżyser ma bogatą fantazję.

Kosmici zaczęli walić w drzwi. Kopali je kończynami. Zrobili dużo hałasu.

Marian: Już otwieram. Spokojnie panowie. Wiemy, że kręcicie film. Ta scena musi być bardzo dobra. Wytnijcie słowa mojego kolegi. Za bardzo przeżywa. Myśli, że to prawdziwi kosmici. Napił się za dużo piwa. Zresztą ja też jestem podchmielony. Lepiej wybierzcie inny dom. Tutaj będzie za dużo bełkotu z naszej strony. Język mi się plącze. Ledwo mogę mówić.

Darek: Niech oni stąd spierdalają jak najszybciej. Nie obchodzi mnie, czy to film. To mój dom i nie zgadzam się na kręcenie w mojej obecności.

Kosmici zaczęli powtarzać „anore do kome”. Brzmiało to bardzo egzotycznie. Pojawiały się również inne słowa, ale są trudne do opisania.

Marian: Zobacz jakich mają aktorów. Potrafią nieźle improwizować. To na pewno zostało nagrane poza scenariuszem. Kto by wymyślił takie słowa? Nigdy czegoś podobnego nie słyszałem.

Kosmici dalej powtarzali anore do kome”. Zaczęli uderzać w drzwi coraz mocniej.

Darek: Idę po pistolet. Musimy się bronić. Zaraz wejdą do mojego mieszkania. Drzwi nie wytrzymają długo. Weź jakiś nóż z kuchni. Musimy się bronić.

Darek wyjął pistolet z sejfu. Stanął naprzeciwko drzwi i zaczął krzyczeć ” !@#$%^&* off or die!”. Kosmici dalej powtarzali dziwną frazę. Nie reagowali nawet na krzyki Darka. Jego głos łamał się. Brzmiał jak tchórz. Marian nic sobie z tego nie robił. Nie posłuchał Darka. Nie miał zamiaru pokazać się jako tchórz. Kosmici w filmie po prostu chcą się przywitać. Ta scena powinna być zagrana inaczej, niż widzi to Darek.

Marian: Schowaj ten pistolet. Jeszcze komuś zrobisz krzywdę.

Darek: Mówię Ci, że to prawdziwi kosmici.

Marian: To dobrzy aktorzy. Mamy okazję pracować z najlepszymi. Zobaczysz, że nam nic nie zrobią!

Darek: Tylko nie krzycz. Sytuacja jest pod kontrolą. Mam w magazynku pocisk dla każdego z nich.

Marian: Zwariowałeś!? Chcesz zabić bezbronnych ludzi z kina? Za dużo naoglądałeś się filmów science-fiction albo to piwo uderzyło Ci do głowy. Zaraz zadzwonię po policję i zgarną Ciebie. Mam dosyć tej kłótni. Wymachujesz pistoletem jakbyś był jakimś wielkim panem. Nic się nie dzieje. Kosmici z filmu chcą się przywitać.

Darek: Już ja ich przywitam! Zobaczysz, że są niebezpieczni.

Nagle drzwi zostały powalone na podłogę. W przejściu stanęło trzech małych, zielonych kosmitów. Nie mówili nic. Patrzyli na Darka i Mariana. Trwało to parę minut. Kiedy nagle zaczęli mówić.

Jeden z kosmitów: Hoke av gome?

Drugi obcy: Namo nura zas! Namo nura!

Trzeci obcy był cicho. Wyglądał na przywódcę.

Marian zaczął popisywać się swoim językiem angielskim. Myślał, że kosmici są aktorami z zagranicy. Chełmian nie było stać na takie przedstawienie. Musieli być zatrudnieni przez Warszawską korporację.

Marian: How are you? I am fine. Nice to meet you.

Trzeci kosmita: Nura vos kou zan! Bora wama tik.

Marian: Can you speak english?

Pierwszy kosmita: English?

Marian: Yes, english. I know this language very well.

Pierwszy kosmita: Very well languange.

Marian: Not language. I know very well.

Darek: Oni nic nie rozumieją. Zobacz, tam są kolejni, tłoczą się przy wejściu.

Darek zaczął wymachiwać pistoletem.

Darek: Wypierdalać!

Przywódca kosmitów: Goga mata go huk!

Kosmici zaczęli wchodzić do środka. Otoczyli Darka i Mariana.

Darek: Mówiłem Ci, że to nie żarty. Oni są niebezpieczni.

Nagle kosmici zaczęli grzebać w swoich plecakach. Wszyscy wyjęli coś podobnego do pistoletu.

Marian: Zobacz jaka kozacka scena. Kosmici osaczają ludzi.

Darek: Ty czubku. Oni nas za chwilę zabi…

Darek nie zdążył dokończyć zdania. Obudzili się w dziwnym pomieszczeniu. Było całe białe. Wejście było zamknięte. Znajdowali się na dziwnych stołach. Miały jakieś symbole.

Marian: Zobacz jakie cwaniaki! Ta scena musi być bardzo ważna. Te łóżka są takie realistyczne.

Darek: Kosmici nas porwali, a ty dalej o tym samym.

Marian: Nie porwali, tylko ogłuszyli paralizatorami. Wiedzieli, że nie zgodzisz się na wizytę w ich statku. To było dobre zagranie. Teraz będą mieli bardzo realistyczny materiał. Ten film będzie hitem, zobaczysz! Będziemy sławni.

Darek: Mówię do ciebie ostatni raz. Zacznij mnie słuchać, bo skończymy marnie.

Marian: Nie panikuj. Ciesz się otoczeniem. Zobacz, mamy okazję oglądać prawdziwy statek obcych. Jest piękny.

Darek: Ty naprawdę zwariowałeś. Nie widzisz co z nami robią? Jesteśmy pionkami w grze.

Marian: To nowoczesne podejście do kina. Ten film będzie bardzo dobry. Zobaczysz. Jeszcze mi podziękujesz. Wczuj się w rolę. Musimy teraz udawać przestraszonych. Tobie to idzie bardzo dobrze. Cały się trzęsiesz.

Darek: Zabrali mi broń. Jak będziemy się bronić?

Marian: Ten film opowiada o losach osaczonych ludzi. To nie opowieść o słabych kosmitach.

Darek: Skąd ta pewność? Nie komunikują się z nami. To nienormalne! To nie może być film. Działają niezgodnie z prawem. Nie można więzić ludzi bez powodu.

Marian: Dałeś im powód. Kto wymachiwał pistoletem? Teraz masz za swoje. Oni wiedzą co robią. Ten film będzie hitem.

Nagle drzwi się otwierają. Do pomieszczenia wchodzi kolejny kosmita. Wygląda trochę inaczej, niż pozostali. Jest trochę wyższy i ma łagodną twarz.

Darek: Skończcie te żarty! Ten film to jakiś koszmar. Nie chcę brać w tym udziału.

Kosmita: Gome ino nos tru!

Do pomieszczenia wchodzą trzej kolejni kosmici. Otaczają Darka i przykuwają go do stołu.

Darek: Zostawcie mnie skurwysyny! Żarty się skończyły. Dopadnie was policja, zobaczycie.

Marian: Nie panikuj. To element przedstawienia.

Kosmita wyjął z plecaka jakiś dziwny przedmiot. Trudno go opisać. Wyglądał groźnie i bardzo dziwacznie. Zaczął się zbliżać do Darka.

Darek: Zostawcie mnie w spokoju! Nie chcę brać w tym udziału.

Kosmita: Foni gus mon.

Kosmici obrócili Darka na łóżku i zaczęli ściągać mu spodnie.

Darek: Pomocy! Kurwa mać co jest grane.

Marian: Spokojnie. To musi być ciekawa scena.

Kosmita wsadził urządzenie w odbyt Darka. Ból nie do opisania. Darek krzyczy, a po żółtej podłodze leje się krew. To dzieje się naprawdę.

Marian: O kurwa. Co jest grane!?

Darek: Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Marian: Czego się drzesz? Wypaliłeś za dużo zioła. Zaczynasz majaczyć. Mówiłem żebyś nie łączył tego narkotyku z alkoholem i dopalaczami. To twoje czwarte piwo.

Darek: Boże, to było takie realistyczne. W tym widzeniu kłóciłeś się ze mną. Byli tam kosmici. To był koszmar!

Marian: Lepiej rzuć ten syf, bo skończysz jak pozostali wariaci.

 

Dodaj komentarz