opowiadanie „chore przedstawienie”

Czyli moje krótkie opowiadanie. Postanowiłem je napisać, ponieważ sporo osób mnie o to prosiło. Opowiadanie powstało w mojej głowie w trakcie snu. Myślę, że to dosyć epicka sytuacja. Chcę, aby więcej osób zainteresowało się moimi książkami science-fiction/fantasy. Mam nadzieję, że Ci się spodoba!? Opowiadanie jest oczywiście darmowe… Nie wiem, czy wezmę to na poważnie. Zastanawiam się nad swoimi kolejnymi książkami. Jeśli opowiadanie wam się spodoba, może napiszę więcej w książce.

 

Jest 22 września 2017 roku. Właśnie siedzę przed komputerem i oglądam filmy dokumentalne o muzykach. Nagle dzwoni ojciec.

Ojciec: Synu, muszę wybrać się do Małgosi, ponieważ trzeba przygotować plandeki na giełdę. Jutro szykujemy się do pracy.

Ja: Świetnie. To na razie.

 

Zastanawiam się chwilę nad sytuacją. Dzisiaj czekało mnie sporo roboty przy domu. Szykowałem drzewa na  zadaszenie (na samochody), które ma pojawić się za domem. Dzisiaj pracowałem tam tylko dwie godziny. To był długi dzień. Czułem się wypoczęty, spałem do dwunastej. Myślałem nad tym jaki będzie mój kolejny krok w wielkiej karierze. Ta kariera była wielka tylko dla mnie. Na razie nikt mnie nie rozumiał. Szukałem drogi do lepszej komunikacji ze światem. Moja strona www była bardzo dobra, przynajmniej dla mnie. Jako specjalista od projektowania aplikacji wiedziałem jak to powinno wyglądać. Przeczytałem sporo książek na ten temat. Jednak ciągle miałem za mało odwiedzających, co mnie denerwowało strasznie. W życiu jest wiele wyzwań, które trzeba rozpracować. Wiedziałem o tym i czułem, że czeka mnie droga przez mękę. Nie było łatwo. Konkurencja budowała doskonałe strony i zgarniała moich klientów. Nie rozumiałem dlaczego tak się dzieje. Najwyraźniej musieli być lepiej przeszkoleni.

Za oknem padał deszcz. Było ciemno i wilgotno. Czułem się trochę podle. Może to ze względu na kłótnie jakie ostatnio miałem z dziewczyną. Nie wiedziałem jak wyjść z tej sytuacji. Każdy wybór wydawał się być czymś złym. Martwiłem się jak dalej to będzie wyglądać. Musiałem jednak żyć dalej. Czasami przychodzi czas na rozmyślanie, ale dzisiaj chciałem podbudować swoje ego. Myślałem, że te filmy o gwiazdach zmienią mnie w prawdziwego boga. Wydaje się to jednak naiwne. Może coś wezmę z ich życia. W końcu człowiek uczy się ciągle. Może to będzie wielki krok naprzód?

Postanowiłem, że wybiorę się do sklepu. Brakowało mi słodyczy. Piłem sok malinowy z lipą i jadłem kanapki z pomidorami. Musiałem uzupełnić cukier. W końcu piłem sporo kawy. Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu płaszcza. Zabrałem dwie puste butelki po piwie, aby je oddać. Zawsze jakiś grosz. Spakowałem je do plecaka i nałożyłem swoje tanie, ale dobre buty.

Byłem już na zewnątrz. Dziwne, ale deszcz przestał padać. Może to ze względu na to, że założyłem płaszcz. Najwyraźniej dodaje +10 do odporności na deszcz. Musi być magiczny. Sprzedawca go nie reklamował w ten sposób. Więc chyba mam po prostu szczęście. Moja ulica jest wąska i krótka. Szybko wychodzę na Litewską i udaję się w stronę mojego ulubionego sklepu PIKOLO. Zawsze robię tam zakupy. Ceny są dosyć przystępne. Jestem zbyt leniwy, aby go zmienić na Biedronkę. Nie mam również samochodu, aby dźwigać zakupy. Takie uroki życia 26 – letniego mężczyzny, który zaczyna poważną egzystencję. Ojciec proponuje mi zmianę nawyków zakupowych, ale nie chce mi się jeździć w inne miejsce, aby zaoszczędzić parę złotych.

Znajduję się na przejściu dla pieszych. Rozglądam się uważnie. Zapala się zielone światło. Idę dalej. Otwieram drzwi do sklepu. W środku widzę paru ludzi i znane mi twarze sprzedawców. Mówię grzecznie „dzień dobry” i biorę koszyk. Rozglądam się po znanych mi półkach i wybieram najczęściej kupowane przeze mnie produkty. Czyli ryby, gotowe jedzenie w słoikach i chleb oraz trochę jogurtów. Jak zawsze kupuję również żelki, muszę uzupełniać witaminy. Jem mało mięsa. To zmieniło się dosyć niedawno. Ten rok jest pierwszym w ćwiartce bezmięsnym. Zbliżam się do kasy. Wyjmuję swoją kartę debetową. Przyciskam ją do urządzenia rozliczającego. Sprzedawczyni mówi „dziękuję” i zostawiam koszyk. Zbliżam się do wyjścia. Naciskam na klamkę. Patrzę na zewnątrz.

Jestem w szoku. To co widzę odbiega daleko od normalności. Wszędzie widać porozbijane samochody. Na ziemi leżą ciała. Zastanawiam się o co chodzi. Czuję strach. Słychać krzyki i wycie. Ktoś do mnie podchodzi. Nagle zdejmuje kaptur. Widzę twarz jaką trudno opisać. Wyłupiaste oczy, duże zęby i pofałdowana skóra. Stworzenie wrzeszczy coś w dziwnym języku. Rzuca się za mną w pościg. Niczego nie rozumiem i nie mam zamiaru się zastanawiać. Uciekam w stronę domu. Z moich oczu płyną łzy, serce wali jak młot. Krzyczę  „pomocy”. Nikt jednak mnie nie słyszy.

Znajduję się pod domem. Trzęsą mi się ręce. Próbuję trafić kluczem do zamka. Nie jest to łatwe zadanie. W końcu jednak mi się udaje. Otwieram drzwi. Widzę ojca, ale zaraz to chyba nie on! Stworzenie nosi jego bluzę i spodnie, w których widziałem go ostatnio. Rzuca się na mnie i wbija ostre zęby w moje ciało. Czuję ból nie do wytrzymania.Wyrywam się uderzając go w głowę plecakiem. Uciekam z domu. Biegnę przed siebie ulicą Litewską. Mijam porozbijane samochody i ciała na ulicy. Czuję się jakby to był jakiś horror. Najgorsze co mogło się wydarzyć. Filmy, które oglądałem są niczym w porównaniu z tym widowiskiem. Zastanawiam się gdzie znajdują się ludzie. Wyjmuję z kieszeni telefon i wykręcam numer na pogotowie. Nikt nie odbiera. Próbuję zadzwonić do swojej matki i dziewczyny. Obie milczą. Nie wiem co robić. Postanawiam, że sprawdzę okoliczne domy. Może gdzieś znajdują się ludzie. Pukam do drzwi, ale nikt nie otwiera. Sprawdzam kolejne domy. Dalej nic. Krzyczę „pomóżcie mi, czy ktoś tu jest?”. Nagle drzwi jednego z domów się otwierają. Z daleka poznaję sąsiada, z którym zadawałem się kiedyś w wieku szkolnym. Ma na sobie kaptur i biegnie w moją stronę. Wiem, że to kolejny potwór. Po prostu to czuję. Wyciągam plecak i zaczynam go okładać po głowie. Wtedy słyszę jego głos.

Sąsiad: Nie bij mnie. Wyluzuj. Co się dzieje?

Ja: Jak to nie widzisz? Wszyscy pozmieniali się w jakieś potwory? Widzę krew i zniszczenie?

Sąsiad: Chyba zapomniałeś wziąć leków. Zobacz, tutaj jest spokojnie. Nie ma żadnych potworów.

Ja: Może masz rację. Były tak bardzo realistyczne. Zobacz, mam krew na kurtce!

Sąsiad: To dziwne. Może zdechniesz!

Ja: Co?

Sąsiad: Czas umierać głupi człowieku!

 

Sąsiad zmienia się w potwora. Nagle wbija zęby w moją rękę i szarpie za bluzę.

Ja: Pomóżcie mi! Czy jest tutaj ktoś?

Wyrywam się i biegnę dalej w stronę sklepu PIKOLO. Widzę samochody, ale nie mam prawa jazdy. Mógłbym zrobić sobie albo komuś krzywdę. Szarpię za klamkę. W środku znajdują się podobne potwory jak ostatnio. Nagle czuję przypływ ciepła. Robi mi się duszno. Padam na ziemię. Dalej nie wiem co się dzieje. Czuję się jak po jakichś narkotykach. Widzę potwory. Jest ich mnóstwo. Otaczają mnie. W pewnym momencie widzę jakby czas się zatrzymał. Potwory cofają się do tyłu. Ja latam. Unoszę się nad ziemią. Próbuję złapać oddech, ale tracę przytomność.

Kiedy się budzę jestem w swoim domu. To chyba tylko zły sen. Biegnę do okna i obserwuję otoczenie. Nikogo nie widać. Biorę swoje leki. Może zapomniałem wziąć ostatniej dawki? Schodzę do ojca. Nie ma go jednak w domu. Ubieram się ciepło i wychodzę na zewnątrz. Ruszam w stronę PIKOLO. Wchodzę do środka. Widzę tam znane mi osoby. Witam się ze sprzedawczynią. Postanawiam znowu zrobić zakupy. Biorę te same rzeczy. Czuję się jakbym odgrywał jakąś scenę z filmu. Wszystko wydaje się takie odległe. Dziwne, ale moja nowa rzeczywistość wydaje się taka sama jak we śnie. Podchodzę do sprzedawczyni, rozliczam się i naciskam na klamkę. Rozglądam się po okolicy. Widzę coś dziwnego. Samochody porozbijane. Pełno krwi i ciała na ziemi. W moją stronę biegnie tłum kreatur.

Ja: Nie! Pomocy! Czy ktoś tu jest?

Biegnę przed siebie w stronę budowlanki. Szukam czegoś czym mogę się bronić. Na ulicy leżą butelki. Wybieram butelkę po piwie i rozbijam ją o chodnik. Idę dalej. Szukam prawdziwych ludzi, a nie zombie. Skradam się ostrożnie trzymając „tulipana” w ręku. Zastanawiam się gdzie znajdę broń. Może na posterunku policji? Udaję się w stronę znanego mi budynku. Widzę więcej ciał i dużo krwi. Słychać wycie zombie. Z budynku wybiegają cztery potwory. Są ubrane jak policjanci. Rzucają się w moją stronę. Postanawiam walczyć. Uderzam butelką w głowę jednego z nich. Pada na ziemię. Pozostałe próbują mnie otoczyć. Widzę pistolet. Próbuję po niego sięgnąć, ale zombie szarpie się ze mną i wbija zęby w moją szyję. Krew tryska dużym strumieniem. To chyba uderzenie w tętnice. Co teraz ze mną będzie? Ostatnia szansa – chwytam za pistolet. Jest jednak bez pocisków. Zastanawiam się co dalej robić. W tej chorej sytuacji wszystko może być prawdą. Postanawiam uciec do budynku policji i zabarykadować się. Może tam nikogo nie ma? W końcu tyle ciał leży pod komisariatem. Biegną za mną trzy zombie. Zamykam im drzwi przed nosem. Nie mogę wejść do środka. Strażnica jest zamknięta od tej strony. Nic nie mogę zrobić. Postanawiam spróbować uciec stąd jak najdalej. Otwieram drzwi i biję butelką na oślep.

Człowiek: Co Pan robi? Dlaczego Pan wymachuje butelką przed oczami? Komuś może stać się krzywda! Zgłoszę to na policję.

Robi mi się duszno. Nie mogę oddychać. Próbuję łapać powietrze. Znowu unoszę się nad ziemią. Świat rozmazuje mi się przed oczami. Widzę grupę ludzi.

Człowiek 1: To ten facet zaczął mi grozić pod komisariatem!

Ja: Byłeś potworem!

Człowiek 2: To jakiś ćpun. Wezwij policję.

Zastanawiam się jak to możliwe. Wszystko dzieje się tak szybko. Nie potrafię znaleźć logicznego wytłumaczenia. Znowu czuję przypływ gorąca.

Mutant: Zginiesz człowieku!

Ja: Boże pomóż mi!

Bardzo się boję. Uciekam dalej. Gonią mnie zombie. Mijam komisariat. Biegnę, ale czuję zmęczenie. Nie wiem co robić. O co tutaj chodzi? Co chwilę czuję się dziwnie. Ludzie zmieniają się w potwory, a później wracają do swojej normalnej formy. Co mogę zrobić w takiej sytuacji? Czy jest dla mnie ratunek? Może nie wziąłem leków? Nie pamiętam. Moja pamięć nie jest zbyt dobra. Postanawiam wrócić do domu i sprawdzić, czy wziąłem leki. Zawsze trzymałem je na widoku. Pamiętam jak to powinno wyglądać. Biegnę przez park. Mijam znane mi domy i sklepy. Omijam zombie z daleka. Wymachują rękoma i krzyczą coś, ale nie rozumiem tego języka. Co chwilę widzę ludzi albo potwory. Nie wiem kiedy to się skończy.

Nagle pada deszcz. Jestem już na Litewskiej. Skradam się tak, aby nie sprowokować zombie do ataku. Sam już nie wiem co jest prawdą. Czuję się strasznie obco. Jakby ktoś wykradł moją duszę z ciała. Nigdy nie czułem się podobnie. Boję się. Otwieram jednak drzwi do domu. Nikogo nie ma w środku. Od rozwodu rodziców to smutne miejsce. Wracam do swojego pokoju i patrzę na półkę, gdzie zostawiłem leki. Chyba jednak nie wziąłem ostatniej dawki. Sięgam po leki i biorę dwie tabletki. Połykam je i popijam sokiem z maliny, z moją ulubioną wodą źródlaną. Piję zawsze niegazowaną. Kładę się na łóżko i próbuję zasnąć. To był dziwny dzień. Nie wiem co się ze mną działo, ale kiedy wstanę wszystko na pewno będzie dobrze. Po prostu zapomniałem wziąć leki.

Budzę się dwie godziny później. Jest już ciemno. Wyglądam przez okno. Nikogo nie widać. Czuję się dużo lepiej. Nie mam już napadów gorąca. Nie latam. Włączam komputer i uruchamiam Youtube’a. Oglądam kolejny film z życia gwiazd. Chcę zrozumieć jak osiągnęli swój sukces. Może da się tego nauczyć? Zawsze chciałem być wyjątkowy, ale w dobry sposób. Marzyłem o karierze wielkiego piosenkarza, czy pisarza. Jednak życie rozdaje karty po swojemu. Jak na razie nie mam szczęścia. Czuję się podle, tak jakbym nie dostał szansy na sukces. Dlaczego nikt nie chce mnie docenić? Próbuję różnych rzeczy. Co mogę zrobić, aby moje życie zmieniło się na lepsze? Wpatrzony w ekran spędzam kolejny wieczór w samotności.

 

 

 

 

Dodaj komentarz